Zasilacz to podzespół, o którym przypomina się zwykle dopiero wtedy, gdy komputer zaczyna się samoczynnie restartować. Na początku lat 2000. testy zasilaczy stały się jednym z najpopularniejszych tematów w prasie komputerowej, bo coraz mocniejsze procesory i karty graficzne bezlitośnie obnażały słabe konstrukcje. Wyjaśniamy, czego wtedy nauczyli się użytkownicy, skąd brał się problem „spadającego +5 V” i jak dziś wybrać dobry zasilacz.
Dlaczego zasilacze nagle zaczęły mieć znaczenie
Komputery z przełomu wieków pobierały coraz więcej mocy, a tanie zasilacze z naklejką „400 W” często nie były w stanie dostarczyć jej stabilnie. Efekty były łatwe do zauważenia: zawieszanie się komputera pod obciążeniem, restarty w trakcie gry, niestabilność po podkręceniu procesora. Na rynku pojawiało się przy tym wiele nowych marek – także polskich – które obiecywały wysoką moc za niewielkie pieniądze. Recenzje pokazywały, że moc z etykiety i moc rzeczywista to dwie różne rzeczy.
Jak testowano zasilacze
Rzetelny test zasilacza wymaga czegoś więcej niż podłączenia go do komputera. Redakcje stopniowo dochodziły do metod, które są stosowane do dziś:
- Sztuczne obciążenie – zestaw rezystorów lub elektroniczne obciążenie pozwala sprawdzić zasilacz przy znanym i powtarzalnym poborze mocy.
- Pomiar napięć multimetrem – na złączach, a nie tylko w programach odczytujących czujniki płyty głównej, które bywają niedokładne.
- Tętnienia i szumy – mierzone oscyloskopem. Zasilacz może mieć poprawne średnie napięcie, ale silne tętnienia szkodzą podzespołom.
- Temperatura i hałas – jak głośno pracuje wentylator przy rosnącym obciążeniu i czy zasilacz nie przegrzewa się w zamkniętej obudowie.
- Wnętrze – jakość kondensatorów, rozmiar radiatorów i obecność układów zabezpieczających zdradzały wiele o konstrukcji.
Problem „niskiego +5 V”
Częstą skargą użytkowników było zbyt niskie napięcie na linii +5 V, odczytywane w programach monitorujących. Zwykle winą obarczano zasilacz, choć w wielu przypadkach przyczyna leżała gdzie indziej. Każdy przewód i każde złącze ma pewien opór, a przy dużym prądzie powoduje to spadek napięcia po drodze do podzespołów. Dlatego:
- napięcie zmierzone tuż przy zasilaczu bywało wyraźnie wyższe niż na końcu długiego przewodu z kilkoma rozgałęźnikami;
- cienkie przewody, przedłużacze i luźne lub utlenione styki w złączach potęgowały problem;
- czujniki płyty głównej potrafiły pokazywać wartości różne od rzeczywistych, więc wiarygodny był dopiero pomiar multimetrem.
Standard ATX dopuszcza odchylenie napięć o 5% od wartości nominalnej, czyli dla linii +5 V zakres od 4,75 do 5,25 V. Dopiero wyjście poza ten przedział było realnym powodem do niepokoju. W tamtym czasie linia +5 V zasilała m.in. procesory na wielu płytach, więc jej stabilność miała duże znaczenie dla podkręcania.
Zasilacz jako element moddingu
Szara skrzynka z tyłu obudowy nie podobała się miłośnikom moddingu. Pojawiły się więc zasilacze z przezroczystymi lub kolorowymi obudowami, podświetlanymi wentylatorami i przewodami w oplotach. Część z nich była po prostu przeciętnymi zasilaczami w efektownym opakowaniu, dlatego – podobnie jak dziś – wygląd nie powinien przesłaniać parametrów. Więcej o tamtej modzie w artykule o moddingu obudów.
Jak wybrać zasilacz dziś
Współczesne komputery pobierają większość mocy z linii 12 V – to z niej zasilane są procesor i karta graficzna. Linie +5 V i +3,3 V mają dziś znacznie mniejsze znaczenie. Przy wyborze warto zwrócić uwagę na:
- Rzeczywistą moc na linii 12 V – z zapasem względem maksymalnego poboru całego zestawu, zwłaszcza przy mocnych kartach graficznych, które potrafią na chwilę pobierać znacznie więcej mocy niż średnio.
- Sprawność – certyfikaty 80 PLUS (Bronze, Gold, Platinum) informują, ile energii zamienia się w ciepło zamiast trafiać do komputera.
- Złącza i standard – nowe karty graficzne korzystają z nowych złączy zasilania. Zasilacz zgodny z aktualną wersją standardu ATX ułatwia podłączenie bez przejściówek.
- Zabezpieczenia – przed przeciążeniem, przepięciem, zwarciem i przegrzaniem.
- Niezależne testy – tak jak dwadzieścia lat temu, recenzje z pomiarami są lepszym źródłem niż etykieta.
Stabilne zasilanie to warunek udanego podkręcania – o tym, jak robiło się to kiedyś, piszemy w tekście o podkręcaniu procesorów.
Podsumowanie
Historia testów zasilaczy pokazuje, że liczba watów na naklejce to za mało, by ocenić ten podzespół. Liczy się stabilność napięć, jakość wykonania i zapas mocy tam, gdzie jest naprawdę potrzebny. A gdy programy pokazują niepokojące wartości, warto najpierw sięgnąć po multimetr, zanim wymieni się zasilacz.